The Sufis – „The Sufis”, 2012

Znalezione obrazy dla zapytania ample play sufis

Identyko

Było kiedyś takie słowo, nieprawdaż? Pora je odkurzyć wraz z niniejszą pozycją, debiutanckim albumem tria z Nashville. Nie, z muzyką country się tutaj nie zetkniemy nawet w najmniejszej dawce. Trzej dżentelmeni, z zawodu inżynierowie dźwięku, wysmażyli taką płytę, że gdybyśmy przenieśli się z nią do przełomu lat 1967/68, ot, może i na sylwestrową imprezę, i powiedzieli znajomym, że to najnowsze nagrania, jakie Syd Barrett i Pink Floydzi przygotowali na drugi album, to wszyscy by się dali nabrać. Całe bogactwo inwentarza (czegóż tu nie ma: organy, flet, tamburyn, klawesyn, echo, leslie, vibrato, przyspieszanie i zwalnianie taśmy…) przyozdabia dwu-trzyminutowe piosenki, które chyba ukradziono z taśmy wyjętej z wehikułu czasu. Sri Sai Flora, Wake Up, Rosalie’s Garden – jeśli komuś nie wystarczą do szczęścia już same tytuły tych hitów, niech podąży za radą z fragmentu jednego z tekstów: guide yourself through streams of time, elevate your consciousness to mindfulness. Na tyle sophisticated, byśmy dali się nabrać, i na tyle proste, by poruszyć nasze dzisiejsze, leniwe uszy. The Sufis stąpają po tej cienkiej granicy z dużym wyczuciem, noga lekko omsknęła im się tylko raz, przy utworze See the way, troszkę zbyt podobnym do 13th Floor Elevators z płyty Easter Everywhere. Na szczęście trwa on tylko dwie minuty, a zaraz potem mamy kończący płytę, kapitalny I don’t know, akustyczno-blackmetalową odpowiedź na Tomorrow never knows.

Ten krótki (10 tytułów, 27 minut) album zawiera jednak nie tylko piosenki, ale i formy bardziej enigmatyczne. Uśmiałem się serdecznie przy fletowo-pukanym utworze opatrzonym tytułem W aśramie, natomiast kilka innych, opartych o manipulacje taśmami i odgłosy otoczenia, wskazuje na to, że panowie dobrze znają Carnival of lightlegendarny, nieopublikowany do dziś na żadnej płycie eksperymentalny utwór Beatlesów, który uchodzi teraz chyba za szczyt muzycznej wiedzy tajemnej, podobnie jak dwie dekady temu Smile Beach Boysów.

Jeżeli ktoś uważa całą tę zabawę za czczy postmodernistyczny greps, to proponuję mu wykonanie eksperymentu myślowego: proszę sobie wyobrazić podobnie przekonującą płytę nagraną dziś, a wyglądającą jak dzieło z czasów punkowej eksplozji ’77 (odpowiedź: to niemożliwe), a ja tymczasem ogłaszam The Sufis debiutem roku 2012.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lampa, recenzje, znam o jedną kapelę więcej niż Ty. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s