Recenzja z archiwum: Group Doueh „Treeg Salaam” (Lampa 10/2010)

Na zachętę, proszę Państwa, do poczytania najnowszej (lipcowo/sierpniowej) „Lampy” i – w niej – mojej recenzji nowej płyty Group Doueh, a właściwie mini-eseju na temat (między innymi) odbioru nowej muzyki afrykańskiej, obecnej kondycji rock’n’rolla na świecie i roli Sonic Youth w życiu czterdziestolatków.

Najlepszy zespół gitarowy na świecie…

…pochodzi z Sahary Zachodniej, afrykańskiego kraju targanego konfliktami, do którego terytorium pretensje zgłaszają dwa inne państwa. Na jego wybrzeżu atlantyckim jest taki cypelek, a na cypelka końcu – otoczone z wszystkich stron wodą miasto Dakhla. Jeden z jego mieszkańców, gitarzysta Salmou Bamaar, ksywka Doueh (wym. „duŁEJ”), od lat z pasją nasłuchiwał docierającej do niego różnymi kanałami zachodniej muzyki. Szczególne wrażenie wywarli na nim James Brown i Jimi Hendrix, nie tyle wpływając na niego pod względem stylistyki, co dodając mu odwagi do podążania we własnym kierunku. Group Doueh, utworzona przezeń wraz ze śpiewającym przyjacielem, żoną grającą na bębnie i też spiewającą, i – nieco później – synem grającym na klawiszach, grała od lat 80. swoją osobną muzykę w swoim osobnym świecie, odrzucając oferty nagraniowe płynące z niedalekiego Maroka i ciut dalszej Europy. Trzeba było dopiero wysłannika wytwórni Sublime Frequencies, niestrudzonej w odkrywaniu dzikiej muzyki ze świata, by zdobył swoją szczerością i pasją zaufanie pana Doueh.

Amerykanie z Sublime Frequencies prezentują punkowe podejście do world music, swoje poszukiwania prowadzą na wyklętych obrzeżach głównych nurtów. Inne ich niedawne odkrycie to szalony Omar Souleyman z Syrii – uzbrojony w tani keyboard krzykacz, przy którym nasz Marcin Pryt brzmi jak Jerzy Połomski. To jednak Group Doueh stanowili przełom w edytorskiej działalności wytwórni, bowiem ich pierwsza płyta, Guitar Music From The Western Sahara z 2007 roku była też pierwszym nie-składankowym wydawnictwem w katalogu SF (numer katalogowy 030). Słuchając tamtej ekstatycznej muzyki, zwłaszcza otwierającego całość garażowo-punkowego killera Eid For Dakhla, łatwo pojąć, że można dla tych dźwięków stracić głowę. To nie jest folk. To zupełnie własne dźwięki Doueh i przyjaciół, wyrastające, owszem, z lokalnej muzyki i bazujące na jej skalach, ale rozwinięte w jakimś całkiem nowym kierunku. Zamiast spotkania w połowie drogi – lot w kosmos, w kolejny wymiar.

Druga płyta, Treeg Salaam – „ulice pokoju” – została, podobnie jak debiut, skompilowana z nagrań kasetowych z lat 1989-96. I wrażenie robi równie silne co jedynka, mimo że brak na niej tamtych natychmiastowych hitów, a nastrój na niej panuje nieco mroczniejszy, bardziej psychodeliczny. Sama muzyka jest jednak nie gorsza niż poprzednio, zwłaszcza pewien niezwykły numer o którym za chwilę, a Doueh wymiata jak nikt inny. Tak, proszę Państwa, co kilka-kilkanaście lat, kiedy już się wydaje, że w muzyce gitarowej powiedziano wszystko, pojawia się ktoś grający tak, że wszyscy – i zawodowcy, i ignoranci – skrobią się w głowę z niedowierzaniem, „jak on to zagrał?” Styl gry Doueh przypomina nieco mistrzów awangardowej gitary Freda Fritha i Dereka Bailey: czasem brzmi, jakby ci dwaj wirtuozi grali razem, a czasem, jakby ich taśmę puścić od tyłu. Ot, gitarzyści wszystkich krajów, zastanawiajcie się. Na szczęście kompozycje zespołu nie są tylko tłem dla popisów Doueh (których wcale tak dużo tu nie ma), to pięć wyrazistych i skupionych utworów, wśród nich – wypełniające całą stronę B winyla 20-minutowe dzieło Tazit Kalifa: trzyczęściowa minimalistyczna suita, która startuje tam, gdzie chcieli dolecieć Pink Floydzi na Ummagummie, ale im się nie udało. To tu jest ten kamień filozoficzny, tu jest prawdziwa psychodelia. Trawestując Grzegorza Ciechowskiego, Sahara wygra.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Lampa, znam o jedną kapelę więcej niż Ty. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Recenzja z archiwum: Group Doueh „Treeg Salaam” (Lampa 10/2010)

  1. Fajny wpis, z którym się zupełnie nie zgadzam. Group Doueh to straszna nuda, a ten Omar to poziom Cygana, który pod moim oknem wycina na harmoszce.

  2. adam b pisze:

    A gra tak dobrze jak Duane Denison? 😀
    Ok, zaraz se sprawdze, w mediafire jest. Darek, a wyszukaj pliz trochę muzyki z Wietnamu i Tajlandii, gdzie zamierzam jechać w marcu na miesiąc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s