Ja się ZNAM na literaturze.

Kochani, cieszy mnie rzecz jasna że czytacie mojego bloga, ale piszę go właściwie w dużej mierze dla siebie. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Przeprowadzam różne coming outy służące składaniu do kupy mojej osobowości, steranej czterdziestoletnimi bojami z na ogół nieprzyjazną rzeczywistością: ot, choćby taki, że zacząłem blogować z otwartą przyłbicą, a nie jak dotąd występować pod pseudominami pseudonimami.

Posty traktujące o różnych książkach postanowiłem zrazu zbierać w kategorię pod tytułem „nie znam się na literaturze”. Właśnie, dlaczego NIE znam? Jako dziecko byłem klasycznym molem książkowym, wypożyczającym z dwóch bibliotek wszystko z literatury dziecięcej, młodzieżowej, science fiction, humorystycznej; sporo się wtedy ukazywało „opowieści z dreszczykiem”, do pokręconego gustu rozwiniętego intelektualnie ponad wiek jedenastolatka przypadł mi zwłaszcza Ambrose Bierce. W domu pojawiały się lektury coraz poważniejsze, mając lat bodaj dwanaście przeczytałem pierwszą dorosłą powieść, Śniadanie mistrzów Vonneguta. Cieszyłem się tymi książkami, jakie by one nie były, smakowałem je, wracałem do nich. Pewna osoba z najbliższej rodziny poczuła posłannictwo do ciosania mi z tego powodu na głowie kołków, bo przecież nie można czytać cały czas tych samych kilku powieści. Wysłuchując dość często tych opinii, uwierzyłem w końcu w to, że ja, który – jak głosi rodzinna wieść – sam się nauczył czytać w wieku lat trzech, nie umiem czytać książek.

A to jest coś, co rozpierdala człowieka może nie na całe życie, ale na długie lata z pewnością tak. Lata 90. to czarna dziura w moim życiu literackim – nie przypominam sobie, żebym czytał wtedy (z beletrystyki) coś oprócz dwóch książek Rosendorfera – Wielkie solo Antona L. i Cierpienia Ballmanna (oczywiście obie w kółko). Nie, na brak stymulacji intelektualnej wtedy nie narzekałem, przekraczając z roku na rok kolejne granice mojego poznania muzycznego – rzucałem się na słuchanie KAŻDEJ muzyki (oprócz jazzu, o którym też się kiedyś dowiedziałem, że nie umiem go słuchać). I właściwie dopiero niedawno, nadrabiając braki w wykształceniu i otrzymując (lepiej późno niż wcale) poświadczenie z kręgów akademickich, że moje umiejętności literaturoznawcze nie są tak całkiem do dupy jak mi to wmawiano a ja łyknąłem, znów poczułem, że …mein Fuhrer, ja umiem czytać! I tak się złożyło – złożyć musiało? – że jedną z powieści, o których pisałem pracę magisterską, było Śniadanie mistrzów. Zmieniam więc tę pochopną i asekuracyjną nazwę kategorii literackiej na bardziej odpowiednią.

Ten wpis został opublikowany w kategorii owszem, znam się na literaturze. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to Ja się ZNAM na literaturze.

  1. adam b pisze:

    Vonneguta też uwielbiam, aczkolwiek dawno czytałem. Galapagos zrobił na mnie wrażenie, Syreny z Tytana też świetne. Cholera, muszę allegro przewertować.
    Ale poza tym czytam mało ostatnio, przy niektórych znajomych wręcz żałośnie mało. Np. Dziennik 1954 Tyrmanda katuję od miesiąca z hakiem. Leniwy jestem, a w kolejce czeka pare książek, które nabyłem.

  2. he, czytaliśmy różne książki, ja tych akurat nie (choć podobno Galapagos to najlepsza z jego książek po 1975 roku). za to mi tez się zawsze zdawało, że znam jedną kapelę więcej niż Ty, ale czytałem jedną książkę mniej.
    chociaż…na jednych zajęciach byłem w grupie omawiającej „Pokutę” MacEwana. ktoś musiał wygłosić jakies intro i padło na mnie, bo byłem jedynym (spośród sześciu osób skądinąd zupełnie na poziomie) który w ogóle kojarzył nazwisko MacEwan.

  3. adam b pisze:

    no ja się łapię na tym, że sporo kapel nie znam, ale coś o nich słyszałem, ale nie znam muzyki – albo słuchałem z raz przed laty i teraz nie pamiętam. A czytałeś książkę syna Voneguta – Marka (Eden Express)? Wielu się zżyma, że to syf, mnie tam dobrze weszła, ale jak pisałem wyżej, znawcą to ja nie jestem.

  4. P pisze:

    Eden Express – black girl in white dress… Weszła mi dobrze też ta ksiązka, aż nawet sobie piosenkę ułożyłem…) Ale ponownie jak po latach mi w ruki wpadła, to myślałem że może to jakaś zEdytowana wersja czy coś. 15 lat miałem – potem już tylko głupszy i głupszy..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s