„Wieżowiec” J. G. Ballarda kontra „Rubik” Filipa Pokrewnego Fiuta

Było już późno w nocy, oczy mi się kleiły. Sen – towar deficytowy dla ojca dziewięciomiesięcznego dziecka. Ale oderwać się od lektury nie mogłem, już daaawno nic mnie tak nie wciągnęło. A jakaż to pozycja beletrystyczna?

Od kiedy pamiętam, słyszałem same pochwalne opinie o Ubiku i jego Dicku. A sory, odwrotnie. I to zarówno wtedy, kiedy miałem 13 lat i czytałem tylko sf (i słuchałem tylko metalu), i później, kiedy już ździebko zmądrzałem, wszędzie Dick Dick Dick Dick, zupełnie jak w prologu „Wściekłych Psów”. I Sonic Youth się inspirowali, i Mark E. Smith poważał, i kolega z roku pracę magisterską pisał albo miał pisać. Ubik – wszędobylski niczym Rubik. Pomyślałem, że ta książka może nie jest taka zła, i ściągnąłem ją z półki „do przeczytania”, na której kisiła się przez bodaj dekadę. Matko jedyna. Fabuła bez żadnego związku z rzeczywistością, prognoza świata w roku 1992 taka, że śmiech na sali (po czym poznajemy dobre science fiction? Po STROJU głównych bohaterów. Jeśli noszą coś innego niż sukienki i garnitury, to książka to szajs), i te drewniane zdania…

[…DYGRESJA: a mówią, że Żeromski jest niehalo i trzeba go wykopać z kanonu lektur. Ćwierć wieku minęło od mojego ostatniego kontaktu z jego oeuvre, a ja tam ciągle pamiętam np. woźnego z „Syzyfowych prac”, który wydłubawszy sobie coś z ucha stwierdził „Da-s’, eto toczno!”, albo parobka z „Przedwiośnia”, który tłumaczył się, że „spać z koniami duszno”, już nie mówiąc o tej dramatycznej końcowej scenie „Ludzi bezdomnych”, kiedy to Judym powiesił się na rozdartej sośnie…]

…40 stron tej gumy do żucia o smaku trocin i powiedziałem dość. Spadasz, Piotrze Ubiku, z półki „do przeczytania” na kupkę „do piwnicy”. Dołączasz do zacnego towarzystwa innych znanych powieści, które porzuciłem bez żalu po kilkudziesięciu stronach: „O pięknie” Zadie Smith, „Procesu” Kafki czy „Nocy i dni” Sienkiewicza. Uff. No, ale beret pozostał zryty. Trzeba zalać ranę jakims balsamem.

Co stało obok na wspomnianej półce? Cóż za niespodzianka, „Wieżowiec” innego autora, jakiego pamiętałem ze swoich czasów sf, Jamesa Grahama Ballarda. Nie dość, że pamiętałem, to jeszcze dobrze wspominałem. (Dzieci, jak myślicie, skąd redaktor Kowalczyk wie, że piosenka „Video Killed The Radio Star” jest zainspirowana Ballardowskim opowiadaniem „Wymiatacz dźwięków”.) No, ale „Wieżowiec” po „Ubiku”, he, to jakby po Pidżamie Porno włączyć sobie Fleet Foxes. Coś, co dotyczy świata tu i teraz, mimo że to niby utopia (mam znajomego, który mieszka w najbardziej ekskluzywnym wieżowcu w moim niedużym mieście; na zamkniętym parkingu podziemnym zdemolowano mu samochód), no i zdania, które cię niosą jedno za drugim jak jakiś tłum na rękach: „Powrót światła ujawnił niemałą liczbę kontaktów pozamałżeńskich, które rozkwitły w sprzyjających warunkach zupełnej ciemności niczym jakieś mięsożerne rośliny” (tylko jeden minus: tłumaczył tę książkę prawicowiec Jęczmyk, no i zamiast słowa „perwersyjny” wszędzie mamy „zboczony”, np. „zboczone instynkty”. Przecież czytelnik jest idiotą i trzeba mu jasno powiedzieć co jest co, bo sam nie będzie wiedział). Naprawdę, jedno z najlepiej wydanych 6,50 zł w taniej książce.

Ten wpis został opublikowany w kategorii owszem, znam się na literaturze. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s